piątek, 25 września 2015

Chapter 1

1. Beyond The Veil Again
Zawsze, gdy myślę, że wszystko straciłem, okazuje się, że jeszcze jest coś do stracenia.”

Ostatnią rzeczą, którą Hermiona zobaczyła była skierowana w nią różdżka, zanim wyprysk fioletowych płomieni uderzył w jej pierś.
”Oh,” westchnęła, zanim jej oczy wywróciły się do góry nogami i ciemność rozprzestrzeniła się wokół niej, otaczając ją całą. Miotała się, a do jej umysłu walczącego o odzyskanie świadomości, gdzieś z daleka dobiegł ją głoś Harry’ego, który penetrował jej czaszkę.

"Hermiona, obudź się…"

Spróbowała go posłuchać, zmuszając jej umysł do wyjścia z mgły, ale nie była w stanie tego zrobić, była bezsilna.

"Mam puls, Harry, jestem pewny, że go wyczuwam…"
"Żyje?"
"Tak, tak myślę…"

I to było wszystko.

Nie wiedziała jak długo była w ciemności, nie miała pojęcia, kiedy dokładnie odzyskała zdolność ruszania się, ale kiedy to się stało, w jednej sekundzie otworzyła oczy.
Niemal od razu krzyki I wołania wypełniły jej uszy.
"Syriusz!" usłyszała jakiś głoś I od razu poczuła jak powoli wypełnia ją strach przez przytłaczającą siłę wypełniającej go emocji. "SYRIUSZ!"
Z horrorem zorientowała się, że te chrapliwe krzyki należały do jej najlepszego przyjaciela; Harry’ego. Jęknęła, kiedy jej oczy wreszcie przyzwyczaiły się do jej otoczenia. Całe jej ciało było zdrętwiałe, I wciąż czuła ostre pieczenie na piersi gdzie trafiła ją klątwa.

Hermiona starała się usiąść I zobaczyła parę nóg obok jej głowy, które drgały niekontrolowanie. Spojrzała w górę, żeby zobaczyć stojącego obok niej Neville’a z mocno krwawiącym nosem I różdżką w gotowości. Na jego twarzy widać było jednak ulgę, kiedy zauważył, że jest przytomna.

"Dzięki bogu, jesteś przytomna" powiedział, ale jego wzrok powędrował z powrotem na scenę przed nim.
"ON—NIE—JEST—MARTWY!" ryknął Harry. "Syriusz!"

Hermiona zerwała się na równe nogi I w jednej sekundzie wyciągnęła różdżkę.

 "Finite," powiedziała szybko, I nogi Neville’a natychmiast znieruchomiały.

"Dziękuję," rzekł z wdzięcznością, równocześnie wycierając krew z nosa. 

Właśnie wtedy zobaczyła Lupin’a ciągnącego za sobą Harry’ego, którego gniew odzwierciedlał się w zielonych oczach. Spojrzenie Hermiony powędrowało do bramy, gdzie srebrna zasłona zatrzepotała, tam gdzie Harry I Lupin stali parę sekund temu I ze smutkiem uświadomiła sobie co się stało.

"Nie," wyszeptała łamiącym się głosem.

Lupin spojrzał na nią, zdając sobie sprawę z tego, że tam była. "Wszystko z tobą w porządku, Hermino?"
"T-tak," odpowiedziała, "Jestem cała." Jej spojrzenie zsunęło się na jej najlepszego przyjaciela, który wyglądał na zrozpaczonego.
"Lepiej—lepiej znajdźmy resztę" powiedział Lupin, krzywiąc się jakby każde słowo zadawało mu fizyczny ból. "Neville, gdzie są pozostali?"
Zapytany chłopak wytłumaczył gdzie są Luna, Ginny I Ron.
 Przez moment Hermiona była zdezorientowana I zdziwiona, że została zostawiona nieprzytomna w środku bitwy przy Neville’u, ale potrząsnęła głową I zdecydowała, że to, tak czy siak, nie jest ważne.
Ktoś w końcu musi to naprawić.
Pomyślała z determinacją wymalowaną na jej twarzy.
Kątem oka dostrzegła kawałek peleryny Dumbledore’a, I postać Bellatrix Lestrange, która rzuciła się do biegu po schodach.

"Harry—nie!" zawołał Lupin, o parę sekund za późno. Bowiem Harry zdążył się mu wyrwać I pobiec schodami za Bellatrix.

Hermiona czuła jak zaczyna ją ogarniać panika. Spojrzała w dół na swoje dłonie, jej różdżka trzęsła się lekko w jej ciasnym uchwytu.
Syriusz Black był martwy. Krzyki Harry’ego po raz kolejny eksplodowały w jej głowie, przypominając jej, jego wściekłość, kiedy wyrwał się z uchwytu Lupina I pobiegł za Bellatrix Lestrange. Obraz leniwego uśmiechu Syriusza błysnął jej przez chwilę w głowie, sprawiając, że na krótki czas przymknęła oczy.
To musi zostać naprawione.

"Hermiono, gdzie idziesz?" Krzyknął Neville, kiedy ta zaczęła biec w stronę schodów. Na dźwięk jego głosu, zatrzymała się na chwile
 I skierowała różdżkę w stronę jego nosa, sprawiając ze jego oczy rozszerzyły się. 
Mrucząc zaklęcie, obserwowała jak jego twarz wraca do normalności.
"Dzięki," powtórzył, dotykając nosa.
"Musisz tu zostać," rozkazała mu. "Opiekuj się Ron’em I innymi, I postaraj się dopilnować, żeby śmierciożercy mnie nie śledzili, jeśli będziesz mógł."
Neville potaknął niepewnie "Gdzie idziesz?" Ale Hermiona tego już nie usłyszała, jako że zdążyła się już odwrócić I zacząć wspinać się po schodach. 

Ale tam gdzie Harry poszedł za Bellatrix, tam Hermiona popędziła w zupełnie innym kierunku.

Zakręt…dół…inny korytarz…

Ledwo drgnęła, kiedy śmierciożerca pojawił się przed nią, szybko rzuciła klątwę w jego kierunku I z satysfakcją obserwowała jak nieprzytomny pada na podłogę.
Tylko nieco dalej.
Zatrzymała się, oddychając głęboko.
Hermiona wiedziała, że trzymała się płynnej nadziei, że był tylko zaledwie cień szansy, że cokolwiek z tego da się naprawić, przez nikogo innego niż nią samą. Ale miała nadzieje i po prostu musiała wierzyc, że wszystko da się jeszcze zmienić.

Ostrożnie weszła do pokoju, który był przepełniony wrakami od ich poprzedniej bitwy; setki półek, które kiedyś górowały do sufitu, teraz były przewrócone a odłamki szkła i gruzu zaśmiecały podłogę. Nie wydawało się być żadnych śmierciożerców w pobliżu, nawet tych nieprzytomnych; prawdopodobnie wciąż pojedynkowali się z resztą Zakonu. Powoli skanowała pomieszczenie, cała naładowana od adrenaliny. To mogło być to. Mogła to zmienić. Mogła zapobiec dziś, zapobiec wszystkim okropnością, które się wydarzyły.

Ale jak to zmienisz? Szepnął głos w jej głowie. Co mogłabyś zrobić?

Hermiona wciągnęła powietrze, kiedy uchwyciła spojrzeniem brokat na podłodze. Jej buty zapiszczały boleśnie, kiedy rzuciła się ku niemu, opadając na kolana I odpychając kawałki śmieci. Była niejasno świadoma pieczenia na jej lewym kolanie, ale odepchnęła tę myśl na później. Kiedy jej spojrzenie spoczęło na potłuczonych klepsydrach, do których się dokopywała, jej serce ścisnęło się z rozpaczy.

"Nie!" krzyknęła gwałtownie, łapiąc się z wściekłości za włosy. Oczywiście, wiedziała, że tak to się skończy, ale rzeczywistość tego nigdy do niej nie dotarła, aż dotąd.

Wszystkie zmieniacze czasu zostały nieodwracalnie zniszczone.
Szafa, w której były przechowywane, wielokrotnie naprawiała się, a następnie niszczyła samoistnie. Hermiona była w stanie zobaczyć przez jej szuflady, zmieniacze czasów obracające się bez kontroli, jednak nigdzie nie było śladu po piasku. Spróbowanie wzięcia ich byłoby dla niej ekstremalnie niebezpiecznie. Tak czy inaczej, wiedziała, że piasek wypadł ze zmieniaczu, jako że te klepsydry, które była w stanie zobaczyć, go już nie miały. Dla większego dowodu jeden leżał pusty na jej kolanach.

Po krótkiej chwili patrzenia się na niego zaczęła śledzić palcami łańcuch wisiorka, z łzami wzbierającymi się w jej oczach, niepozwolenie im upaść wymagało od niej dużej siły woli, ale jakoś dała radę. Biorąc uspokajający oddech, kontynuowała oglądać jak szafa naprawia się I niszczy w niekończącym się tańcu.

Nie wiedziała ile czasu tam siedziała, kiedy w pewnej chwili poczuła rękę delikatnie ocierającą się o jej ramię. Podskoczyła, odwracając się, tylko po to, żeby jej oczy spotkały się z łagodnymi niebieskimi oczami Dumbledore.
"Profesorze…"
"To koniec," oświadczył, patrząc na nią smutnymi niebieskimi oczami. Zaoferował jej rękę, którą przyjęła I powoli się podniosła."Przynajmniej, na teraz."
"Harry…i reszta...?"
"Wszyscy są już z powrotem w Hogwarcie. Faktem jest, że zamierzam spotkać się z Harry’m jak tylko wrócimy. Jak można było się spodziewać, Voldemort znowu uciekł, a Ministerstwo..." potrząsnął głową. Powiedział to wszystko bardzo spokojnie, jednak Hermiona zastanawiała się, dlaczego ogóle stara się jej to wszystko wyjaśnić. "Jesteś ranna, Panno Granger."
Z roztargnieniem podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem I zobaczyła ze faktycznie była ranna, średni odłamek szkła utkwił w jej kolanie.
Dumbledore delikatnie machnął różdżką I szkło zniknęło, jeszcze jedno machniecie I rana się zasklepiła. Ale Hermiona wiedziała, że pod zaschniętą krwią, zostanie widoczna blizna.
Dumbledore odwrócił się, zamykając oczy. "Panno Granger," powiedział "Kiedyś może nadejść czas, kiedy będę musiał cię o coś poprosić, coś, co będziesz musiała zrobić, aby chronić tych, których kochasz. Byłabyś w stanie to zrobić?"
"Co? Mam na myśli… Nie za bardzo rozumiem." spojrzała zmieszana na dyrektora Hogwartu, który wciąż był od niej odwrócony. Jego peleryna zaszeleściła, kiedy odwrócił się, by spojrzeć prosto na nią.
"Mroczne czasy nie są już przed nami, panno Granger, one są tutaj. W tych murach i jak ogień rozprzestrzeniające się na zewnątrz. Zło przeniknie do Hogwartu i przetestuję nas do granic wytrzymałości. Obawiam się, jak obawiałem się już przez jakiś czas, że ty i twoi przyjaciele dotrzecie do tego punktu w najbliższej przyszłości." Spojrzał na nią ponuro. " Może przyjść dzień, kiedy cię o coś poproszę, i to będzie twój wybór czy to zaakceptować, czy nie."
Hermiona przytaknęła, mimo tego, że wciąż w pełni nie rozumiała, ale zanim mogła zapytać o więcej, Dumbledore wyciągnął rękę, którą z wahaniem chwyciła. "Do Hogwartu, teraz. Obawiam się, że jestem spóźniony na spotkanie z młodym panem Potter’em. "

Chwycił ją mocno i teleportowali się z powrotem na tereny Hogwartu. Spojrzała w góre, kiedy Dumbledore zwrócił się do niej z migoczącymi oczami. "Nie poddawaj się jeszcze, panno Granger. Wszystko się ułoży – może nie w mgnieniu oka, ale się ułoży."

xxx

Ale przez ten czas wiele się zmieni.

Zaczął się szósty rok Hermiony, co znaczyło, że znowu zaczęła się pilnie uczyć i pracować. Jej troska o Harry’ego tylko przybrała na sile, kiedy ten często gdzieś znikał z Dumbledore’em, w tym dzisiaj. Nawet Ron przestał być stałą częścią jej życia (jeśli nie irytującą drzazgą, do której wciąż coś czuła), kiedy wszedł w trwały związek z Lavender Brown,

Tyle się wydarzyło, a jednak nic się nie stało w ogóle.


W pewien czerwcowy wieczór Hermiona postanowiła odetchnąć od pokoju wspólnego gryfonów i zacząć wcześniej swój patrol jako prefekt.
 Myśli wirowały w jej głowie; Obrazy Harry’ego, jego zasmucone oczy; Promienny uśmiech Ron’a, kiedy wygrał kolejną rundę szachów czarodziejii; Ochrypły śmiech Ginny, kiedy razem z Fred’em i George’em obrzucała łajno bombami lochy...

Mogła to poczuć w kościach, zwijające się pod jej skórą i zaciskające się w sznur w jej brzuchu. Wszystko zaczęło się zmieniać, przez cały rok czuła, że coś było nie tak. Warkneła, kiedy nie mogła stwierdzic, dlaczego się tak czuła i nieznacznie przyspieszyła, idąc korytarzem.

Zatrzymała się gwałtownie, kiedy po pustym korytarzu rozległ się głośny huk, szybko wyjęła różdżkę i zeskanowała wzrokiem swoje otoczenie. Nie mogła jednak powstrzymać cichego okrzyku, kiedy odwróciła się w lewą stronę.

"Profesor Dumbledore!" pisnęła i natychmiast opuściła różdżkę po spotkaniu pary niebieskich migoczących oczu. "M-Myślałam, że jesteś z Harry’m? Jest tutaj?" szybko schowała różdżkę z powrotem do kieszeni.

Dumbledore uśmiechnął się. "Nie, obawiam się, że wciąż jest, że mną, Cóż, teraźniejszym mną. Chociaż, ja też jestem teraźniejszym mną, ale nie na długo. Mogłabyś proszę przyjść do mojego gabinetu, panno Granger?” Hermiona spojrzała na niego zdezorientowana i skinęła głową. Dumbledore uśmiechnął się, prowadząc ją do gargulca, który prowadził do jego biura.
"Lukrowa różdżka," powiedział lekko, a nieruchomy gargulec przesunął się ukazując schody. Kiedy dotarli do jego gabinetu, Hermiona stanęła niepewnie przy wielkim biurku, a sam Dumbledore usiadł w swoim fotelu.

"Proszę, panno Granger, usiądź," Dumbledore powiedział uprzejmie, wskazując na siedzenie naprzeciwko niego.
Posłusznie usiadła.

Milczeli przez chwilę, gdy Hermiona odchrząknęła. "Profesorze, co miałeś na myśli, mówiąć, że Harry jest—eee—wciąż z tobą, tylko nie z tobą?"
Dumbledore potrząsnął głową z lekkim uśmiechem. " Moja droga, właśnie łamie jedną z najważniejszych zasad wszechświata siedząc teraz przed tobą."
Oczy Hermiony rozszerzyły się lekko, a panika chwyciła jej serce. "Nie rozumiem".
Dumbledore splótł palce i oparł się o mahoniowe biurko. "W nocy, w której Syriusz Black zmarł, wróciłaś do Departamentu Tajemnic, prawda?" Hermiona skinęła głową, nie wiedząc, dokąd z tym zmierza. Dumbledore uśmiechnął się. "Poszedłaś szukać zmieniaczy czasów, które były tam przechowywane, a które niestety były już zniszczone, kiedy tam dotarłaś"
"Tak," potwierdziła powoli, jednak po chwili jej oczy rozszerzyły się nieznacznie. "Profesorze, czy—"
"Nie," powiedział cicho Dumbledore a Hermionie opadły ramiona w rozczarowaniu. "Nie chcę Ci niepotrzebnie podnosić nadziei w tej sprawie, panno Granger. Zmieniacze czasu w Ministerstwie Magii bezpowrotnie zniknęły z naszego świata. Ale to nie znaczy, że nie ma nadziei."
Hermiona skinęła głową i zapadła cisza. Dumbledore westchnął głęboko i zamknął oczy, zanim ponownie je otworzył i spojrzał na nią ze smutkiem.
"W swoim trzecim roku, panno Granger, użyłaś zmieniacza czasu, żeby móc brać dodatkowe zajęcia, na które się zapisałaś. Oczywiście, teraz już wiesz jak to działa. Rozumiesz, jakie będą konsekwencje, jeśli twoje przeszłe ja, wejdzie w kontakt z twoim teraźniejszym ja. Efekty czegoś takiego byłyby tragiczne."
“Jednakże właściwości zmieniacza czasu były bardzo ograniczone. Jego umiejętności do podróżowania w czasie ograniczały się tylko do najbliższej przeszłości. W noc, w której pomogłaś Syriuszowi Black’owi uciec wraz z Hardodziobem, obróciłaś urządzenie trzy razy by cofnąć się o trzy godziny. Kiedy wróciłaś do teraźniejszości—która była, zanim cofnęłaś się, by uratować Syriusza-twoje przeszłe ja zniknęło, a ty ponownie stałaś się teraźniejszym. I kółko się powtarza."

Dumbledore zatrzymał się, czekając, aż Hermiona przyswoi informacje. Ona oczywiście wiedziała już, to wszystko, ponieważ zostało to już jej wyjaśnione, kiedy profesor McGonagall dała jej zmieniacz czasu na jej trzecim roku. Po chwili Dumbledore kontynuował.
"Jednak to nie jest jedyny istniejący rodzaj zmieniacza czasu."
Hermiona mrugnęła. "Co masz na myśli?"
"Są piaski czasu, które zostały użyte wewnątrz twojego zmieniacza czasu. A potem, są piaski losu, które historycznie nigdy nie zostały znalezione.""
Niecierpliwość Hermiony wzrosła. "Profesorze, piasek ten jest jednym z najstarszych mitów w świecie czarodziejów, piasek którego istnienia nigdy nie udowodniono. Po co mówić mi o czymś, co jest niemożliwe?"
""Moja droga, taki wynalazek nie został znaleziony, ponieważ nikt nigdy go nie szukał. Małe ziarna piasku z takimi właściwościami wykonały jeden i tylko jeden, zmieniacz czasu. Jak wiesz, piaski czasu pozwalają osobie cofnąć się najdalej o dzień, ale piaski losu mogą zmienić historię."

1 komentarz:

  1. Awww... czekam na następny ^^
    http://bibliotekaslow.blogspot.it/2015/09/czy-warto-czytac-ksiazki.html?m=1

    OdpowiedzUsuń